lubię spacerować po krawędzi
bo nie ma uczucia jak to, że w końcu znasz prawdziwe znaczenie bólu
i niektóre rzeczy muszą się zepsuć, bo mogły zostać naprawione
kieruję się w stronę zguby uchronnej ale wciąż potrzebuję wymówki dla tego zepsucia
sądzę, że tęsknię za otumanieniem płynącym z kochania niespełnionego
i podczas gdy uważam, że wystające żebra sprawią, że znów zacznę czuć
a głód prawdziwy lub nie, przypomina, jak to jest żyć między wami
którzy nie zdajecie sobie sprawy
i podczas gdy wy zostajecie znalezieni w ciągu godzin
ja dopiero ostrzę swój nóż na swym ciele
razem to wyśmiewamy ale ronię łzy samotnie
zaniepokojenie najbliższych jest moją wskazówką
i jest to okrutne, że oni wskazują mi drogę choć chcą mnie wrócić na autostradę
z której delikatnie zboczyłam ze świadomym zamierzeniem
i jest to bełkot osoby cierpiącej, tylko że nie wiem, czy jest to cierpienie prawdziwe
potrzebuję doznania bycia świeżo kochanej
lub przebaczenia dla samej siebie
chcę życia w prezencie opakowanego
albo śmierci, którą zafundować sobie mogę ja i zbieram tylko pieniążki
zebrałam